sobota, 21 marca 2020

Smutek nad jeziorem

Wszystko wydarzyło się parę lat temu. Pewnego wiosennego dnia postanowili udać się we dwoje na wycieczkę rowerową. Milena od rana szykowała kanapki i lekkie przekąski. Zrobiła też ciasteczka z rodzynkami. Pamiętała, że wyszły przepyszne. Uwielbiała, kiedy spędzali czas razem i chciała, aby tego dnia wszystko wyszło wspaniale. Pogoda zapowiadała się cudownie. Słońce grzało od samego rana, delikatny wiatr wprawiał w ruch gęste korony drzew.
Okazja na przejażdżkę była wręcz idealna. Mateusz spakował do plecaka koc i dwie butelki wody, ona zaś zabrała wszystko co dotychczas przygotowała, po czym ruszyli w drogę. Jechali długo. Mijali główne ulice, gmachy urzędów państwowych i stare domostwa. O tak wczesnej porze ruch był jeszcze nieduży. Kiedy w końcu dojechali do niewielkiego jeziora za miastem, zorientowali się, że są tam zupełnie sami. Przez chwilę nie wiedzieli jak mają się zachować. Było to dla nich na tyle niezwykłe, że parę minut tylko stali oglądając się dokoła. Nad całym jeziorem nie można było dostrzec żywej duszy. Delikatny wiatr spowodował niewielkie fale, które rozbijały się o pale podniszczonego pomostu. Świeża, zielona trawa dopiero co przedzierała się przez ciężką, twardą ziemię. Wokół panował spokój, przerywany jedynie donośnym skrzekiem żerujących w oddali żurawi. Nie zastanawiali się długo. Oparli rowery o drzewo, rozłożyli koc i przystąpili do konsumpcji smakołyków uszykowanych rano przez Milenę. Kanapki co prawda zniekształciły się trochę w plecaku, ale ich smak pozostał na szczęście wciąż ten sam. Nigdy nie zapomni tej chwili. Była wtedy taka radosna! Wszystko wywoływało uśmiech na twarzy. Jej opuchnięte po długiej jeździe nogi, jego spalone od słońca ramiona, a nawet ich zabrudzone błotem rowery. Było tak pięknie, spokojnie i cicho! Położyła się na kocu i zamknęła oczy.
- Wiesz, ja chyba nie jestem do końca pewien. Ile to trwa? – usłyszała jego głos.
- Ale co dokładnie? – zmrużyła oczy spoglądając w jego stronę. Promienie słońca próbowały przedrzeć się przez bujne korony drzew.
- Nasz związek. Już jest bardzo długi. Tak jakby, no… sam nie wiem.
- O czym ty mówisz? – usiadła na kocu, przecierając oczy. – Jesteśmy ze sobą długo, zgadza się. Uważam, że to cudowne. Do tego wciąż potrafimy miło spędzać czas w swoim towarzystwie. Tu jest tak romantycznie! – uśmiechnęła się i pocałowała go.
- Romantycznie? Ja już chyba nie jestem romantyczny. – patrzył w dal mówiąc te słowa. Wzrok miał pusty, zimny. Nie spoglądał na nią. W jego głosie dało się słyszeć smutek. – Posłuchaj, ja myślę że powinniśmy zrobić sobie przerwę.
Pamiętała ten przeraźliwie chłodny dreszcz, który przebiegł jej wtedy po plecach. Serce na moment się zatrzymało. Nie była w stanie wykrztusić ani słowa. Patrzyła na niego nic nie rozumiejąc. Jak to przerwa? Jak to brak romantyzmu? To wszystko nie miało sensu. Przecież było tak dobrze, tak miło, tak przyjemnie! Co skłoniło go do wypowiedzenia tych słów? Jakie błędy popełniła, o których dotąd nie wiedziała? Tysiące pytań rozbrzmiało nagle w jej głowie. Przez chwilę myślała, że to zły sen. Nie mogła uwierzyć w to co usłyszała. Patrzyła na chłopaka, którego zdążyła tak mocno pokochać, z którym dorastała przez tyle lat i nie poznawała go. Co się zmieniło między nimi? Dlaczego niczego dotąd nie zauważyła?
Wiatr wzmógł na sile. Nad jezioro zaczęły przychodzić rodziny z dziećmi i ludzie chcący skorzystać z pierwszych promieni słońca. Niedługo miał zacząć się sezon letni. Dziewczyna delikatnie dotknęła ramienia chłopaka.
- Dlaczego? – udało jej się w końcu wykrztusić. Mateusz odtrącił rękę i odsunął się.
- Nie wiem. Po prostu potrzebuję chyba trochę pobyć sam. Rozmawiałem o tym z kumplami. Mówili, że tak się dzieje po paru latach długiego związku. Pewnie mi przejdzie. Na razie tak chyba będzie lepiej. Nie zrywam z tobą. To tylko taki mój wewnętrzny kryzys. Przejdzie i tyle. Chciałem, żebyś wiedziała.
- Aha. I co teraz? – to co usłyszała wstrząsnęło nią. Jaki kryzys? Jakie rozmowy z kumplami? Dlaczego nikt jej nic nie powiedział? Czuła, że usycha. Cały radosny nastrój uleciał gdzieś w dal. Siedziała spoglądając ze smutkiem na swoje stopy. Żywa czerwień lakieru odbijała się mocno na jej paznokciach. Piękny kolor. Chciała być piękna. Dla niego. Głupia.
- Posiedź tu, odpocznij. Jest naprawdę ładna pogoda. Ja będę spadał do kumpla. Umówiliśmy się na wspólne gry. Koc możesz zabrać do domu. Nie jest mi w tej chwili potrzebny. Miłego dnia! – wsiadł na rower, pomachał jej na pożegnanie i odjechał. Tak po prostu. Zostawił ją. Kompletnie samą, załamaną i zrozpaczoną słowami, które przed chwilą od niego usłyszała. Wokół biegały roześmiane dzieci, młodzież grała ze sobą w piłkę, starsi popijali chłodne jasne piwo. Nikt nie zwracał uwagi na młodą, ładną blondynkę siedzącą nieruchomo na brzegu plażowego kocu. Nikt nie dostrzegł jej zapuchniętych od płaczu oczu. Żadna z osób nie podeszła, aby okryć jej drżące, zziębnięte ciało. Nikt nie pomógł, kiedy małe dziecko przez przypadek przewróciło jej oparty o drzewo rower. Tylko jedna z nastolatek próbująca złapać uciekającą piłkę, przystanęła obok i z uśmiechem zawołała.
- Jaki śliczny kolor paznokci!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz